Tomasz Musiał: Występ w „Grabce” powinien być przyjemnością, bez zbędnego stresu i gry ze związanymi nogami

08
Maj
2015

Autor Akademia

Kategoria Aktualności / U-12

3462-zoom

Tomasz Musiał to obecnie znany sędzia międzynarodowy, ale w przeszłości występował w młodzieżowych grupach Wisły Kraków. 23 lata temu brał udział w 5. Turnieju im. Adama Grabki. Wisła zajęła pierwsze miejsce, a Musiał został królem strzelców turnieju. Jego rozwój zahamowała choroba, ale – jak mówi – przeżycia z czasów treningów w Wiśle to pamiątka na całe życie. – Pięć bramek chyba strzeliłem. Tak, na pewno pięć. W rzutach karnych „biłem się” z kolegą z drugiej Wisły, Piotrkiem Morawskim i wygrałem mówi sędzia, a w 1992 roku król strzelców „Grabki” Tomasz Musiał.


Zgadywać nie trzeba, że w rodzinie Musiałów trenowanie w Wiśle to był obowiązek?

– No tak… Może nie obowiązek, ale tak to już się ma zakodowane w genach, że faktycznie tym sportem numer jeden w domu jest piłka nożna. Tak, jak tata kiedyś grał, brat stawiał pierwsze kroki w szkółce piłkarskiej, tak ja – siłą rozpędu – poszedłem za nimi do na treningi do dr Stanisława Chemicza. Trenowałem ponad dziesięć lat, ale kiedy przechodziłem z trampkarza starszego do juniora młodszego, musiałem z powodu choroby zakończyć treningi.

Pamięta pan swój występ w „Grabce” Rok 1992, Tomasz Musiał król strzelców?

– Oczywiście! Strzeliłem w finale z Jagiellonią decydującą bramkę z głowy niczym Andrzej Szarmach w 1974. Fenomenalny szczupak. Wygraliśmy 1:0 – to był finałowy mecz i zostaliśmy triumfatorami.

Na ten turniej każdy piłkarz czekał w Szkółce?

– Dokładnie. Ja w Wiśle trenowałem od wieku sześciu lat i za każdym razem przychodziło się oglądać ten turniej. Pamiętam, jak w pierwszej edycji grał mój brat i już wtedy przyglądałem się, kibicując tym starszym rocznikom. Dla takiego małego wiślaka jest to chyba największe wydarzenie w dotychczasowej przygodzie z piłką i zdobycie tego pucharu to taki priorytet.

2914-zoom
Tomasz Musiał w trakcie sędziowania meczu Ekstraklasy. Foto: www.pzpn.pl


Nie da się ukryć, że turniejowi o takiej randze towarzyszyć muszą spore emocje. Jak wtedy to odbieraliście?

– Przede wszystkim były to emocje pozytywne, ale stresu raczej się nie uniknie, ponieważ „Grabka” to dla młodych zawodników pierwszy poważniejszy sprawdzian. Na szczęście nigdy przez trenerów czy rodziców nie było nakładanej na nas presji. Nie musieliśmy zdobyć tego pucharu za wszelką cenę, bo przecież nie o to w tym chodzi. Owszem mówiono nam, że to jest ważny turniej, ale byliśmy młodymi chłopakami i zwycięstwo nie było w tym wszystkim najważniejsze. Uważam, że występ w „Grabce” powinien być przyjemnością, bez zbędnego stresu i gry ze związanymi nogami. Docelowo chodzi o wyszkolenie jak największej liczby piłkarzy dla pierwszej drużyny. To, co po drodze, to kolejne przystanki do spełnienia tego.

Po raz pierwszy w historii turniej zostanie przeniesiony z hali na trawę.

– My chcemy wyszkolić piłkarzy, którzy będą grali na trawie i z takiej perspektywy trzeba na to patrzeć. Ranga turnieju rozgrywanego na zewnątrz pewnie się zwiększy, ale hala też miała swoje pozytywy. Każdy turniej miał swój urok i czy trawa, czy hala, to ideą jest to, żeby chłopcy mieli okazję do gry w turnieju wśród bardzo dobrych drużyn. Graliśmy dużo meczów w ciągu dwóch dni i to nam wystarczało.

Ale występ na Stadionie Miejskim to z pewnością będzie niezapomniane przeżycie.

– Nie ma niczego piękniejszego. Pamiętam nasze mecze na głównym stadionie, gdzie występowaliśmy dwie-trzy godziny przed pierwszą drużyną, w latach dziewięćdziesiątych. Pod koniec zawsze robiliśmy rundę honorową wokół stadionu, kibice już wtedy gromadzili się na trybunach. Przeżycie dla nas niesamowite. I jest to z pewnością pamiątka na całe życie.

 

Foto główne: www.pzpn.pl

 

Strona wykorzystuje pliki cookies - jeśli zgadzasz się z polityką cookies zatwierdź klikając - "akceptuję"
Akceptuję
x